Szymon Krzemiński (21.10.2017 16:25)
W dniu dzisiejszym odbyłem moją trzecią sesję w Lewitarium. Niestety długo będę się zastanawiał nad tym, czy jeszcze kiedyś tu wrócić.
Na miejsce przybyłem jak zwykle z ok. 15-minutowym wyprzedzeniem. Dowiedziałem się, iż poprzednia sesja jeszcze trwa i zostałem poproszony o poczekanie. Jasna sprawa, jestem przecież przed czasem, poczekam, wyluzuję się.
Mniej więcej 5 minut po planowanej godzinie sesji zostałem poinformowany, iż poprzednia sesja już za chwilę się zakończy. "Za chwilę" oznaczało tyle, że do kabiny wszedłem z niemal 25-minutowym opóźnieniem. Byłem już lekko podirytowany sytuacją, ale mogę to zrozumieć - być może ktoś z wcześniejszych gości się zapomniał i nie było możliwości, by kulturalnie dać znać, iż już czas. Ok, zdarza się.
To jednak był dopiero początek:
1) Pozostawione przez obsługę/poprzedniego użytkującego otwarte drzwi (zarówno do przedsionka jak i samej komory) sprawiły, iż przez pierwsze 10 minut sesji w komorze było zwyczajnie zimno
2) Gdy temperatura już się wyrównała i zacząłem odpływać, dwukrotnie (!) ktoś otworzył drzwi do przedsionka bądź włączył światło na korytarzu. Nie wiem, co było przyczyną, ale efekt taki, iż do wypełnionej całkowitą ciemnością komory dostało się światło, skutecznie ingerując w przebieg sesji. I tak dwukrotnie
3) Kiedy myślałem, że wszystko już jest ok, nagle z głośników zaczyna się dobywać muzyka wybudzająca, oznaczająca zakończenie sesji. Byłem jednocześnie zirytowany i zaciekawiony tym, co się dzieje - dlatego, iż przed samym wejściem do komory włączyłem stoper. W momencie włączenia muzyki wskazywał on na 35 (!) minut. Tyle, jeśli chodzi o zapewnienie o ok. 52-minutowych sesjach.
W skrócie: prawie 25-minutowe opóźnienie, zbyt niska temperatura na początku sesji, zapalane światło dostające się do komory, sesja skrócona do 35 minut.
Bardzo się cieszę, iż pomogłem zredukować opóźnienie w sesjach skróconym czasem sesji. Szkoda tylko, że z samego zabiegu wyszedłem bardziej zdenerwowany, niż wszedłem. Na prośbę zwrotu pieniędzy otrzymałem propozycję zapisania się na kolejny termin za darmo. Nie chciałem, gdyż nie wiem, czy będę chciał do Lewitarium jeszcze wracać. Wymieniłem to na voucher, być może z tego będzie większy pożytek.
Przykro mi, że tak zakończyło się moje doświadczenie z floatingiem w Lewitarium, gdyż dwie pierwsze sesje były naprawdę w porządku (Pan obsługujący wówczas komorę - zdaje się, iż właściciel - również był bardzo miły i pomocny) - minimalnie acz jednak odczuwalne różnice w temperaturze wody i powietrza oraz delikatny ruch powietrza, oceniam je na 4/5
Magdalena Szymańska (30.09.2017 16:17)
Świetny relaks. Miła atmosfera.
Na pewno się jeszcze wybiorę :)
Mariusz Więckowski (08.08.2017 17:28)
Niby fajnie, można się wyciszyć i zrelaksować ... Ale na dłuższą metę trochę nudne takie leżakowanie
Katarzyna M (28.05.2017 13:20)
Ciekawe doświadczenie, miła obsługa. Minus jak dla mnie to suszarka w zagraconym przedpokoju. Za dużo tam rzeczy takich jak sprzęt do treningu, reczniki.. mimo tego polecam jako ciekawostkę.
Tomasz Zbroinski (09.04.2017 22:14)
To miejsce znalazła moja żona, chyba trochę przypadkiem - przyznam że w ogóle nie wiedzieliśmy, że takie "coś" jest w Warszawie. Byliśmy dwa razy, kapsuła znakomicie relaksuje, zwłaszcza w połączeniu z sauną japońską. Można korzystać w parze, do kapsuły swobodnie mieszczą się dwie osoby. Bardzo miła obsługa.