Dziki Dwór Pod Kaczką
- Polen
- Gniezno
- Restauranter
|
Spichrzowa 1, Gniezno |
5 priser
6.40/10.00
|
+48 61 425 66 81
|
Dziki Dwór Pod Kaczką på kartet
Vurdering
Алла Товкес (18.10.2017 19:35)
Perfect!
Justys (18.10.2017 12:11)
Lokal z zewnątrz nie zachęca do skorzystania. W środku wystrój stosowany, może przez słabe oświetlenie sprawia wrażenie smutnego. Jedzenie smaczne, świeże i ładnie podane. Obsługa dyskretna. Duży plus za polski stół że smalcem i ogórkiem kiszonym.
Bartek Komar (18.09.2017 23:28)
Odwiedziliśmy restaurację z rodziną, będąc przejazdem w okolicach Gniezna.
Sugerując się pozytywnymi opiniami znalezionymi w internecie oraz faktem, iż restauracja przeszła "Kuchenne rewolucje" liczyliśmy na pyszny obiadek.
Wystrój "Dzikiego dworu pod kaczką" przeciętny, przypominał raczej lata 80 niż dwór.
Sztuczne kwiaty w doniczkach ustawione na parapetach, i badyle w doniczkach porozstawiane na sali restauracyjnej. Czystość też pozostawiała wiele do życzenia.
A teraz do sedna, zamówiliśmy na pierwsze danie rosół z dzikiej kaczki z domowym makaronem, faszerowaną mięsem pierś z dzikiej kaczki oraz de voleille z ziemniakami i surówką.
Jeżeli chodzi o rosół to liczyliśmy na aromatyczną, wyjątkową zupę, a tu przesolona, brązowa woda. Jedynym plusem w tej potrawie były domowe kluski.
Drugie danie również nie porwało naszych kubków smakowych.
Jeżeli chodzi o pierś faszerowaną, to na próżno w jej nadzieniu szukać mięsa, a całość dania wg. mojego męża zasługuje na ocenę 2 w skali od 1 do 5.
De voleille z ziemniakami i surówką to jakaś kpina!
Mięso cieniutkie, wykonane prawdopodobnie z 1/4 całości średniego fileta z brakującym masłem w środku.
Surówka z białej kapusty z dodatkiem zwiędłego ogórka, z dużą ilością tłustego majonez była sucha i bez smaku.
Ziemniaki przesolone i wodniste zamieniały się w papkę pod widelcem.
Podsumowując smaczniej zje się w barze mlecznym, niż w tej restauracji, która na każdym kroku chwali się nazwiskiem Pani Magdy Gessler.
Naszym zdaniem restauracja powinna
ponowie przejść "Rewolucje kuchenne".
Poza miłym kelnerem nie spotkało nas nic ciekawa w tym miejscu.
Blog Kulinarny (16.06.2017 23:28)
Leo Libra - Dziki Dwór Pod Kaczką. Pod tą dziwną nazwą znajduje się gnieźnieńska restauracja, która pod koniec 2012 roku przeszła Kuchenne Rewolucje Magdy Gessler.
Lokal mieści się w parterowym budynku umiejscowionym pomiędzy blokami, w niedalekiej odległości od sporego centrum handlowego. Do restauracji nie jest łatwo trafić. Trochę błądziliśmy po korytarzach budynku, zanim udało nam się odszukać właściwą salę. Po drodze minęliśmy sporej wielkości pomieszczenie z krzesłami udekorowanymi fioletowymi pokrowcami, które skojarzyło nam się z pomieszczeniem do urządzania styp, a nie przytulną restauracją. W końcu jednak odnaleźliśmy i samą restaurację. Urządzona bardzo chłodno, z dekoracjami nawiązującymi do pomieszczenia, które wcześniej minęliśmy. Gdzieniegdzie tylko motywy kaczek związane z nazwą lokalu. Częściowo nakryte stoły wyglądały tak, jakby za chwilę miała się tu odbyć impreza. W głębi lokalu znajdowały się puste, nie nakryte stoły. W pomieszczeniu nie było żywej duszy. Trochę skonsternowani zastanawialiśmy, się czy tu zostać.
Po dłuższej chwili pojawił się kelner. Na nasz widok był równie zaskoczony, co my po wejściu do lokalu. Faktycznie: dziwna jest sytuacja, że w restauracji w środku tygodnia w poprze obiadowej mogą być chętni do zjedzenia posiłku. Ponieważ nie padło ze strony kelnera żadne powitanie czy zachęcenie do zajęcia miejsca przy stoliku zapytałem: "czy można?" wskazując ręką na jeden ze stolików. Odpowiedź w brzmieniu "siadasz" nas zdumiała zarówno formą jak i lakonicznością przekazu. Po chwili kelner włączył muzykę z lat 80-ych, więc zrobiło się trochę przytulniej. Po podaniu nam kart kelner się odwrócił na pięcie i bez słowa odszedł. Po chwili wrócił, żeby przyjąć zamówienie, a później przyniósł nam zamówione napoje. Zakręcone butelki z nieschłodzonymi sokami zostawił i poszedł bez słowa. Nie ma to jak liczyć na pomoc obsługi... Rozglądając się po lokalu zobaczyłem pod ścianą koszyczek z pieczywem i smalcem. Okazało się, że jest to czekadełko. O tym kelner nas również nie poinformował...
Karta dań to zwykła ofertówka z zadrukowanymi kartkami. W karcie dania kuchni polskiej oraz dania z kaczki. Ceny umiarkowane.
Zamówione dania, to tatar z kaczki, pół pieczonej kaczki oraz ciastko czekoladowe na deser.
Przystawka pod postacią tatara z piersi kaczki z chruścikiem ziemniaczano-pietruszkowym była najbardziej udanym daniem posiłku. Grubo siekane mięso, delikatnie tylko doprawione do smaku było dobre. Sałata będąca dodatkiem do dania była podana z samym olejem, a przez to była mdła i nijaka. W daniu zabrakło chruściku ziemniaczanego-pietruszkowego, a pojawiły się grzanki, które z założenia miały być czosnkowe. Produkt finalny był jednak wyjątkowo suchy i niedorobiony. Dekoracja dania taka sama jak muzyka w lokalu: głębokie lata 80-te.
Danie główne, to połówka kaczki upieczona z jabłkami podana z pyzami drożdżowymi i buraczkami. Mięso kaczki było trochę wysuszone, smak jednak był dobry. Do dania podano w charakterze dekoracji skrawki sałaty oraz pomarańczę (ktoś ma sentyment do lat 80-ych). Buraczki podane na ciepło to niesmaczna i nieapetycznie wyglądająca jałowa papka z rozgotowanych buraków.
Deser pod postacią ciastka czekoladowego podanego z lodami i bitą śmietaną nie odbiegał od pozostałych dań: był po prostu niesmaczny. Kawałek suchego ciastka typu "murzynek" nie miał nic wspólnego z prawdziwym ciastkiem czekoladowym Podano go z dużą ilością syntetycznej bitej śmietany, która już w momencie podania nieapetycznie rozlewała się po talerzu.
Ogólnie wyszliśmy z lokalu mocno rozczarowani. Poziom dań był poniżej średniej, a obsługa pozostawiała wiele do życzenia. Ocena może być tylko jedna: Maaaaaagda! Wracaj!!!!
Koszt posiłku dla jednej osoby (przystawka+danie główne+deser+sok): 67 zł
Róbert Kiss (05.01.2017 14:05)
Good the food